O głowie św. Barbary i biskupie z Rzymu

Z Rumią związanych jest przynajmniej kilka legend, wśród których najstarszą jest ta o głowie św. Barbary i biskupie z Rzymu uwięzionym na naszej ziemi. Drukiem ukazała się już w 1880 roku w publikacji „Obrazy cudowne i miejsca w dzisiejszej Dyecezyi Chełmińskiej”, której autorem jest ksiądz Jakub Fankidejski, wikariusz tumski i profesor przy Collegium Marianum w Pelplinie.

Jak zwykle w tego typu przypadkach bywa, nasza najstarsza legenda znana jest w kilku wariantach, które różnią się wieloma szczegółami. W poniższym artykule przytoczymy więc ją w taki sposób, w jaki spisana została przez księdza Fankidejskiego pod koniec XIX wieku.

„Biskupa i wszystkich jego ludzi zabrali w niewolę…”

A jeszcze inni nieco szerzej o tej rzeczy tak mówią: że pomiędzy pewnymi prałatami powstały spory zawzięte, które ażeby uśmierzyć, został wysłany do nich jakiś legat papieski i biskup wielkiego poważania w Rzymie. Którego, gdy już był niedaleko celu swojej podróży, wiatr przeciwny zapędził w nasze strony tu do gdańskiego portu.

Mieszkańcy owych okolic, którzy byli jeszcze poganami (…) przyszli i zwyczajem ówczesnym zrabowali okręt, a biskupa i wszystkich jego ludzi zabrali w niewolę. Przeglądając rzeczy jego dokładniej, znaleźli pomiędzy innemi krzyż złoty, w którym zawarte było drzewo, na którym wisiał Pan Jezus (krzyż ten darowała później małżonka księcia Świętopełka klasztorowi w Oliwie). Znaleźli także piękne ornaty biskupie i głowę św. Barbary, Panny i Męczenniczki, co wszystko księciu swojemu aż do Sartawic zawieźli.

Pierwsza część legendy zawiera w sobie wiele interesujących szczegółów. Biskup rzymski, o ile naprawdę rozbił się w średniowieczu na brzegach Bałtyku, rzeczywiście mógł być wzięty do niewoli, a jego własność zagrabiona. Regulowało to tradycyjne prawo brzegowe, które pozwalało na zawłaszczanie przedmiotów wyrzuconych przez wodę, a także zniewalanie rozbitków.  

Ciekawy jest również fragment dotyczący złotego krzyża z drewnem krzyża jezusowego. Według niektórych źródeł drzewo z krzyża chrystusowego przetrzymywane było przez jakiś czas w rumskim kościółku, który w XVI i XVII wieku nosił nawet tytuł „odnalezienia krzyża świętego”[1].

Warto dodać, że według innych, bardziej rozbudowanych wariantów legendy, wzięty do niewoli rzymski biskup miał na imię Sedenza, a celem jego misji było nie tyle uśmierzanie sporów, co wzmocnienie prestiżu króla duńskiego Eryka IV, który był przyjacielem ówczesnego papieża Innocentego IV.

„Śpiewał ktoś bardzo pobożnie Salve Regina…”

Bez mała po trzech latach zdarzyło się, że biskup z Kamienia, zaproszony od księcia Świętopełka, którego był krewnym, przejeżdżał przez wieś pewną, nazwiskiem Rumia. A słysząc, jako w pobliskiej chacie śpiewał ktoś bardzo pobożnie Salve Regina, kazał zatrzymać konie i posłał jednego ze swoich kapelanów, żeby zobaczył, kto tak pięknie śpiewał. Ksiądz kapelan wypełniając bez zwłoki rozkaz, wszedł do tej chaty, ale w niej nikogo nie zastał, tylko czcigodnego jakiegoś starca, wycieńczonego, który przy żarnie wciąż robił, tego więc ze czcią przynależną z chaty wyprowadził i przed biskupa stawił. Ksiądz biskup patrząc na niego z politowaniem, pilnie się dopytywał, kimby był i w jakiby sposób do takiej niedoli doszedł.

Poczem ów niewolnik, choć z niechęcią, zaczął opowiadać biskupowi wszystko, co się stało. I rzekł na koniec: ażebyście się przekonali, jako prawdę mówię, poślijcie do Rzymu, czy się rzecz tak nie ma. A jeżeli mnie z tej niewoli wybawicie, uczynię w Rzymie, ażeby wasze kamieńskie biskupstwo wyjęte zostało na zawsze z pod zależności arcybiskupów z Gniezna. Które to przyrzeczenie ów legat papieski rzeczywiście, kiedy był w Rzymie, podobno wypełnił.

Kolejny fragment legendy również dostarcza interesujących informacji, a przede wszystkim bezpośrednio wiąże opowieść z Rumią. Jeżeli jakiś biskup z Kamienia (chodzi zapewne o dzisiejszy Kamień Pomorski w województwie zachodniopomorskim) wyruszył w podróż na dwór Świętopełka, to zapewne mijał dzisiejsze tereny naszego miasta, które już w średniowieczu przecięte były traktem prowadzącym z Pomorza Zachodniego do Gdańska.

Męczeństwo św. Barbary na obrazie Lucasa Cranacha starszego, pocz. XVI w.

Poza tym już setki lat temu przy skrzyżowaniu szlaku z Zagórską Strugą funkcjonowały młyny i karczma, które mogły być miejscem niewoli nieszczęsnego papieskiego wysłannika. Warto również dodać, że biskupstwo w Kamieniu Pomorskim rzeczywiście uniezależniło się od arcybiskupstwa gnieźnieńskiego i od końca XII wieku podlegało bezpośrednio papieżowi. Problematyczna jest jednak chronologia – najprawdopodobniej wydarzenie to miało bowiem miejsce krótko przed narodzinami Świętopełka lub w czasie, kiedy był jeszcze dzieckiem.

„Głowa św. Barbary wzięta została do Sartawic…”

Którego czasu głowa św. Barbary wzięta została do Sartawic, nie wiedzieć dokładnie: tyle jednakowoż jest pewne, że znajdowała się tam za mężnego księcia Świętopełka, który zamek sartawski bardzo ulubił. Przechowywana była w kaplicy, urządzonej w dolnej części zamku: samą relikwię zawarto w srebrnej puszce, na której stał napis: „to jest głowa św. Barbary, Panny i Męczenniczki”. Puszkę zaś umieszczono w skrzyni drewnianej żelazem mocno obitej, zamykanej na dwa zamki i pieczęcią Świętopełka naznaczonej. Podług późniejszych opisów krzyżackich była głowa św. Barbary u wierzchu kosztowną koroną przyozdobiona, a po stronach stały dwa aniołki (…). Książę Świętopełk jako i dworzanie i domownicy sartawiccy żywili głęboką cześć dla ulubionej relikwii św. Barbary.

Ostatni interesujący nas fragment legendy wiąże losy relikwii z Sartowicami (powiat świecki). W XIII wieku w osadzie tej istniał warowny gród, o który Świętopełk II toczył boje z zakonem krzyżackim. Twierdza została zaatakowana przez krzyżaków w nocy z 3 na 4 grudnia 1242 r. Oddział zakonny pod dowództwem Teodoryka z Bernheim zdobył wówczas grodzisko, a głowę św. Barbary zrabował i przeniósł do Starogrodu pod Chełmnem. Wkrótce w tym miejscu powstał znany ośrodek pielgrzymkowy, który wizytował m.in. król czeski Wacław (1205-1253).

Herma relikwiarzowa św. Barbary, fot. Muzeum Zamkowe w Malborku

Na początku XV w. Krzyżacy umieścili relikwię św. Barbary w Malborku, później przeniesiono ją do Gdańska. Ostatecznie trafiła do Czerwińska nad Wisłą, gdzie znajdowała się do czasów współczesnych – skryta w hermie, czyli relikwiarzu w kształcie popiersia. W 2019 roku zabytek prezentowany był w Muzeum Zamkowym Malborku. Jego historia jest burzliwa i pełna niewiadomych, jednak podobizna św. Barbary rzeczywiście kryje duży fragment czaszki młodej osoby[2].

Kim była święta Barbara?

Barbara z Nikomedii żyła w III wieku naszej ery. Była córką zatwardziałego poganina Dioskurosa. Na pewnym etapie życia zetknęła się z chrześcijaństwem i nawróciła. Jej ojciec próbował odwieść ją od wiary chrześcijańskiej, a gdy to nie poskutkowało – wydał swoją córkę prześladowcom działającym z polecenia ówczesnego cesarza rzymskiego Galeriusza. Po brutalnych torturach została ścięta, podobno przez własnego ojca. 

W Polsce jej kult był szczególnie popularny w średniowieczu, a wzmianka o niej znalazła się nawet w modlitewniku Gertrudy, córki Mieszka II (XI w.).

[1] Geschichte der kreise Neustadt und Putzig, 1910 r., s. 491.

[2] Więcej o zabytku: T. Mroczko, „Czerwińska herma św. Barbary” [w:] Studia źródłoznawcze, t. XIX, 1974 r.

Dariusz Rybacki